czwartek, 4 stycznia 2007

Bo każda kobieta jest zła z natury

Dziś w zasadzie był luźny dzień. Właściwie to nie luźny a spokojny. Spokojny emocjonalnie. Trochę jakbym zapomniał, trochę jakbym przestał tak o *niej* myśleć. Powoli zbieram się w sobie, powróciłem nawet po części do pracy, chociaż nadal mam kosmiczne zaległości, jednak jest lepiej, bo gorzej to już chyba być nie może.

W zasadzie takim pozytywnym wrażeniem dzisiejszego dnia były dwie godziny nauki jazdy. Dwie dodatkowe, bo kurs już cały zrobiłem, ale niedługo egzamin, więc po ponad miesiącu nie jeżdżenia trzeba sobie co nieco po przypominać. Jutro też będę miał jazdy, i w piątek też. Niestety wyszło to drożej niż zakładałem, ale coraz pewniej czuję się za kółkiem i jeżeli to ułatwi mi zdanie egzaminu to lepiej wziąć te dodatkowe jazdy niż mam później podchodzić do egzaminu 10 razy.

Dwie godziny na kursie minęły niczym chwila. Trafiłem na instruktora z którym jeszcze nie jeździłem. Dogadywaliśmy się tak jakbym go znał ładnych parę lat i zamiast na kursie prawa jazdy byliśmy na piwie w pubie. Dziwne uczucie bo ostatnio nie mogę się dogadać z nikim, i generalnie kontakt z ludźmi mnie męczy, tak tutaj aż żal było wysiadać z auta.

Pod wieczór trochę mi humor opadł bo gadałem z kumplem, który widział się dziś z pewną koleżanką. Która to ma dług wobec mnie. Kumplowi miałem powiedzieć wczoraj, żeby te pieniądze dla mnie wziął od niej, jednak nie zdążyłem i teraz będę to musiał załatwić sam. Problem polega na tym, że nie mam ochoty widywać się teraz z żadnymi kobietami. A nasze spotkanie na pewno nie będzie wyglądało tak, że stykniemy się gdzieś w centrum, wezmę pieniądze i pójdę do domu. Nie będzie tak wyglądało chociażby z tego względu, że koleżanka niedługo wyjeżdża i pewnie będzie się chciała spotkać na dłużej. Niby nic, ale to jednak kobieta. Na dodatek *zła kobieta*. Choć w zasadzie nie ma ona na mnie wpływu to jednak lepiej uważać. Bo każda kobieta jest zła z natury...

Brak komentarzy: