Zastanawiałem się dzisiaj jak by to było gdybym się cofnął w czasie np. o rok. Kiedy nie poznałem jeszcze *jej*. Zastanawiam się czy mając tą wiedze i świadomość co się później wydarzy postąpił bym inaczej. Właściwie to chodzi tu bardziej o moje uczucia. Czy zaangażował bym się równie mocno po raz drugi. Zawsze miałem z tym problem, zbyt szybkie i silne zaangażowanie w związku. Pamiętam, że po pierwszym naszym spotkaniu nie mogłem w nocy spać. Myślałem o *niej*. I to był wtedy początek mojego zauroczenia tą jedną jedyną osobą.
Z drugiej strony to musiało by być ciekawe uczucie cofnąć się w czasie, poznać ją na nowo a jednocześnie wiedzieć jaka jest i co może się wydarzyć. Pytanie tylko czy uniknął bym tych samych błędów.
Jest coś co mnie zastanawia i martwi ostatnio. Co będzie jeżeli ona nagle do mnie napisze? Zadzwoni? W zasadzie rozstaliśmy się bez słów. Ja staram się z *niej* wyleczyć, przejść do normalności. Nie wiem jednak co czuje ona. Co będzie jeśli napisze do mnie smsa? Dla niej to może być nic, od takie zwykłe przyjacielskie *hej co słychać*, a dla mnie to może być cios... Powrót wspomnień, ból i nadzieja... nadzieja, że znów możemy być razem, że da się to wszystko naprawić. Nadzieja która zrodzi się w sercu, bo umysł już dawno powiedział NIE, już dawno chciał to wszystko zakończyć, ten cały chory związek. Serce jest jednak innego zdania. Ciężko pogodzić te dwa organy które są cały czas skłócone...
środa, 3 stycznia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz