Już było dobrze. Tydzień przed świętami przerwa od siebie, ona tego chciała. Niby aby uregulować wszystkie swoje sprawy, zmienić wszystko, w końcu zyskać więcej czasu, więcej czasu dla nas. Przez ten czas byłem spokojny. Nie wiem czy bardziej dlatego, że wiedziałem że się spotkamy po świętach czy dlatego, że przestało mi zależeć. Teraz z perspektywy czasu (raptem parę dni, ale co tam) wiec, że to raczej ta pierwsza opcja. Spotkaliśmy się po świętach. Niby ok, ale jednak coś było nie tak. Długo nie mówiła o co chodzi, ale jednak udało mi się co nieco wydusić z niej. Okazało się, że jest kolejny problem, kolejna bariera, przeszkoda. Sam tylko nie wiem czy prawdziwa czy to kolejne kłamstwo z jej strony aby tylko zyskać na czasie, aby tylko skrócić nasze spotkania. Swoja drogą to dziwne, skoro celowo próbuje skrócić nasze spotkania (a przynajmniej wcześniej próbowała) to po co w ogóle się ze mną spotyka? Po co skoro jej nie zależy?
Ehh w zasadzie nie to miało być treścią tego wpisu, ale co tam. Próbuje w jakiś sposób wydusić z siebie te wszystkie głęboko skrywane uczucia. Nie wiem czemu to idzie tak ciężko, nie wiem czemu nie mogę nikomu zaufać, przed nikim się otworzyć. Chociaż teraz to będzie jeszcze trudniejsze. Już raz zaufałem, raz się otworzyłem. I to w pełni. Jak się okazało ona to wykorzystała. Oszukała mnie. I to nie raz. Oszukiwała mnie przez dłuższy czas. W końcu do tego się sama przyznała. Do tych wszystkich małych i większych kłamstw. Do tych wymówek, czemu nie ma teraz czasu. Czemu nie umówimy się na konkretną godzinę, tylko ona wcześniej mi da znać jak już będzie wolna. Czemu spotykamy się raz na tydzień, skoro jesteśmy *parą*.
Można by rzec – *prawie jak para*. Chociaż tutaj prawie to i tak za dużo. Bo czy nie jest to za duże określenie skoro widzę ją raz w tygodniu. Na wszelkie próby/prośby o spotkanie w tygodniu, zawsze była ta sama odpowiedź „Nie wiem jak mi się dzień ułoży”, „Przepraszam nie dam rady bo coś tam...” i tak w kółko, zawsze. A ja głupi oczywiście w to wierzyłem.
Dziwiło mnie też to czemu ukrywa fakt, że ze mną jest. Czemu nie chce by jej znajomi o nas wiedzieli. Powiedziała kiedyś, że wszyscy od niej z grupy na uczelni wiedzą, że im powiedziała, ale jednak mam poważne wątpliwości. W pewnym momencie przestałem jej ufać. A właściwie zacząłem coś podejrzewać. Bo co z tego, że miałem 100% dowody na to, że kłamie, skoro moje serce, moje uczucia nie potrafiły tego zaakceptować. Mózg wiedział, był pewny. Serce nie.
Zresztą do końca jej ufałem. Pamiętam jak dziś moment w którym dowiedziałem się prawdy. Ten szok. To zdziwienie. *pisząc te słowa mam łzy w oczach, czemu? nie wiem.*
Tak jak już wspomniałem wcześniej, nie to miało być tematem wpisu. Miałem napisać o ostatnim wydarzeniu, o wczoraj i o dziś. A w zasadzie to najbardziej o dziś. O tym, że znów odezwały się moje uczucia. Że to co próbowałem w sobie wytłumić, stłamsić od zeszłej środy znów się odezwało, znów mnie nachodzi, znów o niej myślę i znów nie będę mógł dziś zasnąć...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz